Szumy
Przychorowało mi się. Broniłam się przed L4 idąc w poniedziałek chora do pracy. Niestety we wtorek nie dałam rady podnieść się z łóżka. Zastanawiałam się jak pojadę na Święta? A tak..
(mój mąż łapie się teraz za głowę, ale jak może się na mnie wściekać na pięciotysięczną kilometrów odległość?)
W środę zebrałam wszystkie siły i pojechałam do rodziców. Niestety musiałam najpierw podjechać do szpitala na chwilkę. 10 minut darmowy parking, ja w portfelu zero więc biegiem korytarzem, tak długim, że nawet nie umiem opisać, dobiegamy do wind. Windy gdzieś tam. Decyzja - schody. 3 piętro-gastrologia. Cały czas bieg. Dyżurka pielęgniarek: bo ja byłam i ja miałam donieść... Siostra gdzieś mi znika... Wbiegam do ich pokoju, zostawiam, lecę! Windy? Gdzie tam... Biegniemy schodami. Kuba: sznurówka mi się rozwiązała. Nie ma czasu, daj rękę. Nawet nie chciało mi sie myśleć, że mam się schylać. Wtedy musiałabym może ganiać za Harrym po szpitalu... Biegniemy korytarzem. Spoceni. W gardle pustynia. Przypominam, że ja chora :( Wsiadamy do auta. Patrzę na zegarek 10 minut... Coś się korkuje przy wyjeździe... Niemal zbiera mi się na płacz, bo co ja zrobię? Jak wyjadę skoro nie mam przy sobie pieniędzy... 11 minuta, rozedrgana wkładam kartę postojową... Szlaban się otwiera, na wyświetlaczu "szerokiej drogi". Krzyczymy z Kubą: udało się, a ja mam ochotę już wtedy rozpłakać się co też czynię... To apropos pytania kiedyś czyjegoś: czy mi ciężko? Jest mi zajebiście ciężko... Warszawa, którą lubiłam stała się przekleństwem od kiedy jestem sama. Codziennie spędzamy 2 godziny w samochodzie. Część naszego życia się tam toczy...
Dzień dnia, od poniedziałku do piątku. Co za tym idzie, nie ma mnie w domu 10 godzin dziennie. Wracam późno, muszę zmontować jakiś obiad, więc to co konieczne. Nie mówię już o sprztaniu, praniu, prasowaniu, itepe, bo to tylko wtedy gdy mam więcej siły. Muszę wcześnie wstać, a co za tym idzie wcześniej się położyć. Ile mi zostaje z doby "na życie"? Ano z 3-4 godziny. W tym czasie muszę zmieścić obowiązki podstawowe i te, które trzeba zrobić od czasu do czasu, załatwić jakieś sprawy na mieście, pobyć mamą i sobą... Przecież to jest chore. Co mi z tego pędu? I tak jak wszyscy pójdę boso... Zastanawiam się mocno nad tym co zrobić, aby zmienić rytm życia. Przez 3 dni łyknęłam wszystkie odcinki 2 sezonu "Prawa Agaty". Patrzę na tę Warszawę i tak mi się ona w serialu podoba. Jest naprawdę piękna, ale tak ciężko w niej żyć... Jednego dnia jechałam do przyjaciółki 1.5 h. Jakieś 15 km. Więcej niż do rodziców, którzy mieszkają od Warszawy 100, bo do nich jadę zwykle 1,2 h... Moja chęć mieszkania w Warszawie odbiera zakłócenia. Mam szumy w odbiorze naszego lubienia...
Muszę nawiązać jeszcze do Agaty! Pamiętacie moje satystowanie. Wiele z Was oglądało, aby wypatrzyć moją zacną rolę przechodnia w pierwszym sezonie ;o) Mogę uroczyście oświadczyć, że mnie wycięli hihi :o) A dokładniej - zmontowali tak, że mnie nie widać :o) Nie oglądałam drugiego sezonu ze względu na brak czasu, ale chory człowiek ma go w dostatku. Stwierdzam, że jest to bardzo dobry serial! Pierwszy sezon oglądałam z emocjami wypatrując siebie ;o) Jakoś wydawał mi się taką podróbką "Żony idelanej", ale teraz mogę powiedzieć, że się myliłam. Sprawy trzymają w napięciu (przynajmniej mnie:o), tylko watek miłosny mógłby się szybciej toczyć, przecież wiadomo, że będzie z Dębskim ;o) O! Oooo! Co mnie wkurza? Wkurza mnie Agata jak paraduje z torbą od Lilou! Ach jak mnie wkurza! Bo mi się ta torba bardzo podoba, a nigdy jej nie kupię. W serialu przeżywają, że nie mają dochodów, a Agata świetnie się przezentuje z torbą, która warta jest tyle samo co jej samochód ;o) Gdybym nawet wygrała w totka to bym nie kupiła sobie torebki za 1700 złotych. Na głowę nie upadłam, choć moją dewizją jest mawiać: nigdy nie mów nigdy ;o) A! No i zaszumiało też stylistom w serialu. W 9. odcinku Agata przychodzi do szpitala do ojca z camelową torbą, śpi na krześle i rano wyciąga telefon z beżowej Lilou :o))) I tym optymistycznym akcentem kończę psuć oczy przed komputerem i idę psuć oczy przy książce :o)
Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie i jeśli tu dotrwaliście to jesteście Wielcy :o*
Subskrybuj:
Komentarze do posta
(
Atom
)

Moaa, ale Ty jesteś spostrzegawcza, takie detale zauważyłaś w serialu. Ja też oglądam ten serial i inne też na TVN np. Lekarze. Bardzo lubię wątki miłosne w serialach, ale faktycznie mogłyby się szybciej toczyć i rozwijać. Współczuję Ci bardzo tych godzin spędzanych w samochodzie, moi przyjaciele też mieszkają w Warszawie i narzekają bardzo na korki, dojazdy z pracy i do pracy. Trzymaj się cieplutko i zdrowiej KOchana.
OdpowiedzUsuńSylwiu nie wiem czy spostrzegawcza czy po prostu stękam w duchu sobie do tej torby. Jeśli by to było cos innego to bym może nie zauważyła ;o)
UsuńHehehe kochana - ja też to zauważyłam! Kładła się spać z inną a wstała z inną - i też mam obsesję na punkcie jej torebek! Ostatnio nawet na allegor wypatrzyłam takie duże za 100zł - a wyglądają tak samo, bo przecież też nie upadłam na głowę aby tyle kasy wydawać na jedną torebke ajk mogę za to mieć 20 podróbek! Tylko szafę mam wciąż jedną :P A co do miasta: one wszystkie w serialach wyglądają bosko...Kraków tak samo a nawet piękniej...a jak w nim mieszkasz to inaczej to odczuwasz...tylko Bali z filmu - jest dokładnie takie samo jak w życiu...i czas naprawdę tam staje w miejscu!
OdpowiedzUsuńBelluś to Ty mi podlinkuj te torby, a'la Lilou!
UsuńZabierzesz mnie na to Bali kiedyś? Może być nawet za 100 lat :o)
Na Bali możemy jechać nawet i w przyszłym roku jak Twój mąż wróci - gwarantuje Ci, że wrócisz odmieniona duchowo! Póki mam tanie bilety oczywiście!
UsuńKochana życzę Ci dużo siły i wytrwałości w tym wszystkim :* wiem jak to jest mieszkać samej i wszystko mieć na swojej głowie- obecnie to przerabiam. A co do korków to niestety ja już się przyzwyczaić musiałam, bo codziennie drogę, którą bus może pokonać spokojnie w 30 min, jeździe przez godzinę, albo i dłużej :/ także ja również pół życia spędzam "mobilnie":(
OdpowiedzUsuńPrawa Agaty nie oglądam, ale jestem pełna podziwu dla Twojej spostrzegawczości co do torebek ;D dla mnie torebka to torebka, albo ładna albo brzydka...ale nie rozróżniam ich marek ;p
i zyczę dużo DUŻO zdrówka :*
Ściskam cieplutko :*
Dziękuję Olimpka.
UsuńDla mnie akurat torebka to nie tylko torebka. To atrybut kobiecoście mej :o)
Może i ja się przyzwyczaję...?
Kochana nie, nie przyzwyczajaj się! Tęsknota za druga połąwą to dobry znak ;) Ja myślę, że w Waszym przypadku jest tak, jak pisał Mickiewicz:
Usuń"Zaiste! nic tak uczuć w sercach nie rozpala,
Jako kiedy się serce od serca oddala.
Czas jest to wiatr, on tylko małą świecę zdmuchnie,
Wielki pożar od wiatru tym mocniej wybuchnie."
:*
Jedź ostrożnie, trzymaj się mocno i zdrowo, wiem co to korki - Kraków jest podobnie zatkany, też dojeżdżam do pracy po 45 minut :/ z rannym odwożeniem Juli wychodzi te 2 godziny dziennie jak nic. I odbieram też ja, bo mężon zazwyczaj siedzi do 17 w robocie... W domu jesteśmy wszyscy na 18 i tak jak piszesz na NIC nie ma czasu. Łączę się w bólu :*
OdpowiedzUsuńTylko do czego to prowadzi??? :o(
Usuńmnie W-wa też kiedyś się podobała... teraz męczy mnie, nie czuję się tu szczęśliwa, ale chwilowo nie mam innego wyjścia...
OdpowiedzUsuń3maj się, dużo siły zyczę :*
Nie wiem jak to będzie dalej... Nie umiem żyć w "nieszczęsliwości", zaraz szukam rozwiązania...
UsuńMoa :) Doskonale Cie rozumiem, jeśli chodzi o pęd dużych miast. Mieszkałam czas jakiś w NY i przedstawiało się to mniej więcej tak jak to opisujesz. Do pracy jechałam 1,5 godz. metrem w jedną stronę, wychodziłam z domu o 5.00 wracałam o 17.30-18.00 i padałam na twarz. Po pewnym czasie zamieniłam Wielką Amerykę na malutkie miasteczko w województwie warmińsko-mazurskim. Czasem brakuje mi bliskości ulubionych sklepów, restauracji, kina (u nas nie ma żadnego!), ale ma to również swoje plusy. Do pracy mam autem 5 min, na piechotę 15 min :) Wychodzę z domu 7.15, jestem 15.45... Zarabiam mniej niż w dużym mieście, ale mam więcej czasu dla Męża i Gapci :) W życiu zawsze jest coś za coś... Trzymam kciuki, abyś miała siłę na to wariactwo :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie tak jak piszesz Gosiu zawsze jest coś za coś i ja się zasnawiam które coś bym wolała... Ale do NY i tak pojadę! Ale zwiedzać i to na długo :o)
UsuńMoaa obładowana siatami - to Monia niemalże na codzień :) Tak jest kochana jak się mieszka w samotności z dziećmi u boku a mężczyzna daleko. Przyzwyczajaj się ;) Moja kochana :* :* :*
OdpowiedzUsuńNie wiem czy wyjazd na święta z choróbskiem to dobry pomysł. Obyś się nie doprawiła :(
Kot po prostu zajebisty!!!! Twoja torba nie gorsza od Lilou ;)
Warszawa... kiedyś marzyłam, aby w niej zamieszkać. Nawet odbyłam rozmowę o prace w jednej z firm farmaceutycznych. I gdyby nie fakt, ze byli lepsi to pewnie mieszkałabym tam od jakiś 10 lat :) Korków współczuję. W Kielcach też są, ale jeśli nawet to 15 km przejeżdżam do godziny. Więc nawet da się żyć.
Też mam poczucie, ze życie przelatuje mi przez palce - non stop w biegu, non stop coś do załatwienia, 3/4 dnia w aucie, poza domem. Masakra jakaś.
Siostra T. podrzuciała mi serial do obejrzenia. Leci na Fox tv - Homeless. Podobno hit w UK. Owszem, sprawdziłam, poczytałam na temat i na tym zakończyłam przygodę z serialem. Bo wtedy kiedy leci ja szykuję kolację lub wstawiam pranie lub je rozwieszam tudzież prasuję.
Buziaki :*
Zacznę od końca, słysząłam o Homeless i skuszę się na niego ;o) Do prasowania idelanie :o) Tylko ja wszystko w sieci oglądam :o)
UsuńNawet mi tu nie pisz, że w Warszawie mogłabyś mieszkać! ;o) Ja Ci załatwię jakąś rozmowę :D
Trzymaj się:***
OdpowiedzUsuńTrzymam, trzymam, czasem tylko... :o)
UsuńTrzymaj się cieplutko, uściski! :)
OdpowiedzUsuńWzajemne :o)
UsuńWow! to chyba jeden z dłuższych Twoich postów :):): ale do końca dobrnęłam śmiejąc się z serialowo-torbowej wpadki.
OdpowiedzUsuńw Warszawie mieszkałam rok i doszłam do wniosku, że to nie dla mnie. nie na co dzień. Choć dzięki pobytowi tam polubiłam Warszawkę, ale mieszkać tam bym juz nie chciała. no chyba, że gdzieś pod Warszawą :):): )
Żartuję, kocham swój Kołobrzeg i morze i to że wszędzie dojdę na piechotę, że odległości nie mierzę ilością przystanków, za ciszę poza sezonem...
Pozdrawiam
Chyba tak pomijając ten o Czubaszek :o)
UsuńMi właśnie niedawno minął rok... Pod Warszawą to ja już dziękuję... Co się tam dzieje, gdy ludzie dojeżdżają do pracy... Masakra!
Już teraz wiesz, dlaczego tak ciężko mi się do Ciebie wybrać. Kocham Warszawę, ale ma ona wielki minus, wszędzie daleko i te wielokilometrowe korki. Ludziom z małych miasteczek ciężko jest się do tego przywyknąć.
OdpowiedzUsuńJak większość podziwiam twoją spostrzegawczość, a serial zaczyna mnie nudzić. Właśnie dlatego, że aspekty prawne są pobieżne.
Marzę o oryginalnej torebce, takiej z wyższej półki i jeżeli Nieborak wygra w lotto to taką sobie zażyczę w prezencie i Tobie też kupię:)
Pobieżne dla Ciebie, dla nas laików są ciekawe :o)
UsuńMnie przytłoczyła zima w tej komunikacji... Latem jakoś to znosiłam, jak we dwójkę to też nie było ciężko. Ciężko mi samej wszystko ogarnąć...
Co do torebki to wiesz... Prezentów się nie odmawia :D
Dziś losowanie, trzymaj kciuki. Zawsze mówię Nieborakowi, "graj, bo głupi zawsze ma szczęście":
UsuńPomyśl sobie, że ja przebijam się do roboty komunikacją miejską, nie raz szczękoczę zębami czekając na przystanku.
Hehe, świetne spojrzenie ne ten serial :d. Ja oglądam bez przemyślen- chyba czas na zmiany.
OdpowiedzUsuńCo do Warszawy- wstyd, nigdy nie byłam, ale mieszkałam chwilę we Wro...oj duże miasto nie jest dla mnie i dobrze mi w tym malym gdzie wszędzie jest blisko i 10-20minut w wózkiem... także energi! bo domyślam się że jest ciężko...
Moim zdaniem Wawka robi wrażenie. Zaplanuj wycieczkę w sezonie wakacyjnym to się nie zawiedziesz. Na drogach luźno, wszystko piękne... Jest tyle cudnych miejsc. Sądzę, że warto :o)
UsuńNiezła pipka z Ciebie, wiesz?
OdpowiedzUsuńJa lubię Ciebie, Ty lubisz mnie... (cytat ze Shreka) ;o)
UsuńNiezła to dobre określenie. Nie - zła, nie - dobra ;o)
wyjęłaś mi to z paszczy ;p
UsuńA mnie jakoś nie wciągnęlo :)
OdpowiedzUsuńA co oglądasz? :o)
UsuńU mnie miłości do Warszawy nigdy nie było. Były jakieś przebłyski sympatii w pewnych ulotnych chwilach, ale to wszystko. Odkąd mieszkam za miastem, oddycham z ulgą i pełną piersią ;) Tu mi dobrze, spokojnie itd. A że wszędzie daleko? Trudno! Odkąd jest SKM-ka nawet korków nie doświadczam. Z wyjątkiem dni, w których mam do zrobienia jakiś wywiad na mieście, ale na szczęście nie jest to zbyt często.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się, dzielna kobieto! I nie forsuj się tak!
Ty masz chyba idelanie: spokój na codzień i Warszawę na wyciągnięcie ręki!
UsuńPrawo Agaty oglądam w zasadzie tylko dla Dygant i Warszawy
OdpowiedzUsuńbo tak po prawdzie to najgłupszy serial o prawnikach jaki w życiu widziałam ech...
Blog świetny, tak tu ciepło i serdecznie, aż się chce zostać na stałe, będę zaglądać, a kto wie, może nawet założę konto...
pozdrawiam
Lolka
Bardzo mi miło i zapraszam :o)
UsuńI dlatego cieszę się, że nie mieszkam w wielkim mieście. Co nie znaczy, że u mnie spokojnie! Mój osobisty maraton nadal trwa, nie mogę zwolnić. Czasami późnym wieczorem nie wiem nawet jak się nazywam :P
OdpowiedzUsuńP.S. "Prawo Agaty" lubię, oglądam i wstyd mi, że nie jestem tak spostrzegawcza jak Ty. Oczywiście nie zauważam żadnych niuansów :/ Na rozwinięcie wątku miłosnego również czekam niecierpliwie.
Z seriali oglądam jeszcze jedynie "Rodzinkę.pl" (na tym kończy się moja przygoda z telewizorem)- ciekawa jestem jakie rozbieżności wypatrzyłabyś tutaj :).
Oglądam Rodzinkę z Kubą :o) Nic mi się nie rzuciło w oczy. Tam natomiast jestem zapatrzoną w Natalię Boską :o)))
UsuńP.S. Zajebistego masz kota!!! :D
OdpowiedzUsuńWiem :D
UsuńMoa! czy ja Ci już pisałam, że Cię podziwiam? Nie? No to podziwiam Cię. I tak sobie myślę, że strasznie fajna z Ciebie babka :)
OdpowiedzUsuńJa nie lubię miasta, tego pędu... Lubię swój spokój i ciszę. I to, że tutaj wszystko toczy się jakby wolniej...
No co Ty Jagódko, a co tu jest do podziwiania? :o)
UsuńJa właśnie nie wiem co lubie badziej... Bo duże miasto kocham... W małym tez widze plusy. Sama nie wiem czego chcę.
no niestety nie jestes jedyna w tym owczym pedzie tylko ja z dziada pradziada mieszkam w wawie i wyssałam ja z mlekiem matki i moze dlatego mi łatwiej :)
OdpowiedzUsuńPewnie łatwiej o tyle, że nie znasz innego życia i nie masz z czym porównać :o)
UsuńPochodzę z dużo mniejszej miejscowości, w którym brak było perspektyw na przyszłość, dlatego przeprowadziłam się do dużego miasta - a jednak mniejszego niż Warszawa. Czy żałuję (?) Nie, ale nie da się ukryć, że czas tu dużo szybciej pędzi, dużo więcej spędza się w drodze powrotnej z pracy, w drodze do sklepu czy lekarza. Wszystko takie odległe a niby nie mieszkam daleko od centrum.
OdpowiedzUsuńA tak swoją drogą to w końcu jakaś dłuższa notka =)
A Prawo Agaty też uwielbiam . . . no i cóż za spostrzegawczość =)))
Buziaki Kochana. Mam nadzieję, że już się wukurowałaś =*
Że Ty tą torbę tam wyhaczyłaś, jesteś niezła! ;-)
OdpowiedzUsuńWiesz, każdy ma te dni takie zabiegane.. ja sama często łapię się na tym, że cały tydzień ucieka, nie ma czasem ani czasu ani siły na nic. Ale cieszę się z jednego, że nie mieszkam już w Londynie (on pod względem tych dojazdów to zupełnie jak Warszawa). Bo czasem też klęłam.. bo pół dnia spędzałam na dojazdach i dzień stawał się przez to jeszcze krótszy. A teraz mam szczęście, bo tylko jakieś 10 min do pracy od wyjścia z domu... :-)
Ale w sumie coś za coś... Bo Warszawa ma w sobie dużo uroku, mimo wszystko. ;-)
Ja też zastanawiam się nad przeprowadzka do Wawy chociaż nie chcę, to niestety chyba nie będę miała wyjścia. Obawiam sie że nie odnajdę się w tym pospiechu, ale co począć.
OdpowiedzUsuńPrawo Agaty tez namiętnie oglądam.
Trzymaj się, chyba tylko tyle mogę napisać.