Jak zacząć regularnie ćwiczyć? 5 rad by Moaa

10 komentarzy

Wena do napisania tego posta naszła mnie podczas porannego biegania. Pomyślicie, wow to Moaa jeszcze dodatkowo biegasz? No nie biegam... Ale zaczynam. Dziś był pierwszy raz, ale do rzeczy... Oto moje przemyślenia, mam nadzieję, że pomogą części z Was ruszyć się z kanapy, bo możecie wierzyć lub nie, ja tez do kanapowców należałam. Wiedziałam jednak, że KIEDYŚ nastąpi ten dzień, a ja będę aktywną kobietą taką jaką zawsze marzyłam by być. Wiecie, że nawet w głowie miałam to zaprogramowane? To niesamowite jak silna jest ludzka podświadomość. Jeśli nie widzieliście mojego filmiku na You Tube o "Mapie życzeń" to zapraszam TUTAJ (10 kilo grubsza ;-). Mój wewnętrzny programator zakodował sobie, że KIEDYŚ będę szczupła, ale to kiedyś osadził w czasie. Nie wiem czemu, ale ubzdurałam sobie, że stanie się to na 30-tkę (o innym moim planie na 30-tkę opowiem innym razem, ale to co się dzieje to po prostu magia...). I jest, stało się, dzieje się! W tym stanie trwam od października. Poukładałam sobie to, a raczej wpisałam w moje życie tak, że stanowi stan naturalny i chcę podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami jak to zrobić, aby być fit!?

1. MYŚLENIE

Po pierwsze nastaw sobie myślenie na taki tor, że od teraz zaczynasz robić coś dla siebie. Będziesz już ZAWSZE dbać o siebie, o swoje ciało. O ciało, które nie tylko ma dobrze wyglądać, ale przede wszystkim być zdrowe, a aby być zdrowe musi uprawiać sport. Pomyśl o swoim ciele jako o świątyni, o tym, że nosi Twoje cenne organy. Nie zaczynasz ćwiczyć by skończyć za miesiąc, dwa, za 10 kilogramów. Nawet jak osiągniesz cele wizualne to nadal będziesz uprawiać sport po to, aby dobrze się czuć. Wpisujesz to w grafik tak jak mycie zębów. Kropka.

2. BUTY

Swoje przygotowania zacznij od kupna dobrych butów. To najważniejsza część garderoby. Potem oczywiście możesz szaleć tak jak ja z kolorowymi leginsami ;-) Rozdział "buty" powinien być oczywiście po rozdziale "jaki sport uprawiam", ale mniemam, że do tej pory każdy z Was wie w czym się czuje dobrze. Butów nie muszą kupować sobie jedynie pływacy, no chyba, że fajne klapki ;-) Gdy nie stać Cię, aby np. w jednym miesiącu kupić buty i karnet na siłownię to właśnie zaczęcie od kupna butów to dobry ruch. Dobre buty wcale nie muszą kosztować 500 złotych. Ja kupiłam swoje rok temu (wcześniej przecież nie miałam nawet tego typu obuwia w szafie ;-) w Decathlonie za około 60 złotych. Są to przewiewne buty do biegania po miękkiej nawierzchni firmy Kalenji i sprawdzają się świetnie na fitnesie i zumbie. Mój trener nawet pochwalił je ponieważ mają szeroką podeszwę i są stabilne co powoduje zmniejszenie szansy na wykrzywienie stopy i w konsekwencji na kontuzję. Oczywiście podobają mi się te wszystkie piękne buciki, które widzę na fit fanpage'ach w kolorach mięty i koralu, ale cóż... Kupię sobie kiedyś :-)

3. ZACZNIJ POWOLI

Ja rzuciłam się od razu na głęboką wodę czyli trening 4-6 razy w tygodniu. Serio, chciałam chodzić nawet 7 razy, ale mój organizm nie dawał rady i potrzebował odpoczynku. Podczas dzisiejszego biegania doznałam uczucia cudownego zachwytu. Dlaczego? Cieszyłam się, że czuję radość z biegania. Ale jak? Ja? Lubię bieganie? To niemożliwe! Ja nienawidziłam biegać!!! Myślałam, że nigdy nie przekonam się do tej formy ruchu. Poszłam dlatego, bo w weekend jest mały wybór zajęć grupowych, a na 10.00 nie chciało mi się iść. Na spokojnie uszykowałam się o 11.00, nagrałam sobie muzykę do Smartphone'a, oświadczyłam, że wracam za pół godziny i poszłam. Szybka rozgrzewka i biegnę! Biegnę i biegnę i czekam na to kiedy złapie mnie kolka. Na to kiedy dostanę zadyszki. Na to kiedy zaschnie mi w gardle tak, że nie dam rady już biec dalej. Nic takiego się nie stało. Biegłam po piaszczystych terenach, wśród drzew, czując lekkość i moc. Wpadłam wtedy na tę myśl, że gdybym zaczęła moją przygodę ze sportem od biegania (co miało miejsce w przeszłości) to nie wytrwałabym w tym do dziś. Dlatego jeśli Ty dopiero zaczynasz to nie wstydź się zacząć od minimum. Załóż sobie plan dostosowany do własnych możliwości. Niech to będzie np. tydzień po 15 minut dziennie lekkiej gimnastyki. Polecam ogromnie zestawy ćwiczeń Mel B, które znajdziecie na You Tube. Można na początek wrzucić sobie rozgrzewkę 5 min i np. jakąś partię ciała 10 min i rozciąganko 5 min. Na spokojnie, wsłuchajcie się w siebie, a potem po skończonych ćwiczeniach poczujcie tę moc i endorfiny. W następnym tygodniu zwiększcie sobie ilość ćwiczeń, a po miesiącu...

4. KUP KARNET I OGŁOŚ RADOSNĄ NOWINĘ


Nic tak nie motywuje (przynajmniej większość) jak wydanie pieniędzy na określony cel oraz powiadomienie otoczenia, że o to właśnie teraz zmieniamy nasze życie. Gdy już zapłacimy to z uwagi na fakt, że nie będziemy chcieli zmarnować wydanych pieniędzy, będziemy chodzić na zajęcia. Ja za swój miesięczny karnet w umowie rocznej (kolejny motywator!) płacę 139 złotych, a że jestem oszczędna to nie pozwalam, aby te pieniądze zostały wyrzucone w błoto! Wytrzymajcie w tym rygorze pierwsze 6 tygodni. Jest to czas w którym organizm przyzwyczaja się do nowej formy ruchu. Gdy wytrzymacie 6 tygodni to macie połowę sukcesu za sobą. Potem organizm sam będzie domagał się sportu. Poczujecie to, wierzcie mi :-) Najważniejsze to, aby nie robić sobie przerw dłuższych niż 2 dni. Gdy jesteśmy w tym rytmie to wszystko jest proste, problem pojawia się wtedy, gdy zasiedzimy się i trzeba ponownie zacząć. Nie warto marnować tego ile już osiągnęliśmy, a gdy...

5. NIE CHCE SIĘ IŚĆ NA ĆWICZENIA?

To po prostu idź. Nie ma wymówek! Masz zawsze przygotowaną torbę z podstawowymi akcesoriami, pakujesz czystą koszulkę i leginsy i wychodzisz. Tyle i aż tyle! Gdy już wyjdziesz na trening, wejdziesz do swojego klubu fitnes, zobaczysz tych wszystkich dbających o siebie ludzi to poczujesz tę moc, której brakowało Ci w domu, a gdy będziesz już po treningu to będziesz zadowolona, że zrobiłaś to dla siebie :-)


Kiedyś byłam osobą, która była wiecznie zmęczona. Popołudniowa drzemka, którą zwykłam nazywać "dżumką" była dla mnie najprzyjemniejszym elementem dnia. Gdy Kuba był malutki, sypiałam w dzień razem z nim. Chciałam wiele, a nie robiłam więcej niż to co musiałam. Uwierzcie mi - typowy kanapowiec, którego pełnią szczęścia było poleżeć, pojeść, pooglądać coś, itp. Nie sądziłam, że uda mi się, czytaj, że będę miała siłę na to, aby regularnie ćwiczyć. Zapisałam się na fitnes, aby schudnąć, teraz wiem, że będę robić to zawsze, bo dzięki sportowi mam siłę do działania cały dzień. Gdy z jakichś powodów: zapracowanie czy przeziębienie nie chodzę regularnie ćwiczyć to wraca ten stan permanentnego zmęczenia i brak chęci to robienia tych wszystkich ciekawych rzeczy, które napędzają mnie tworząc swojego rodzaju kulę śnieżną. Tym, którzy jeszcze nie podnieśli się z kanapy życzę z całego serca, aby podjęli wyzwanie i zrobili krok do lepszego życia. Wykonanie jakiegoś, nawet małego działania zbliża nas do sukcesu, a gdy nie robimy nic pozostaje nam tylko... marzyć ;-)

I jeszcze filmik, który mnie kiedyś bardzo zmotywował. Patrząc na takie piękne kobiece ciała wydaje nam się, że dostały je one od losu, a jednak okazuje się, że są wynikiem ciężkiej harówki. Obejrzyjcie Moje Panie TUTAJ :-)

Poniżej zdjęcie z mojej porannej eskapady (no make-up i jak fatalnie wyglądają te czarne skarpetki ;-)


Źródło pierwszego zdjęcia: http://majusia88.pinger.pl/m/12977542

10 komentarzy :

  1. Tak bardzo chciałabym się przekonać do biegania.. Może taki prezent sobie na 30-stkę sprawię. Tym czasem za dwa dni obchodzę 28 urodziny, a czuję się jakbym miała znów 18 :) Wszystko za sprawą ćwiczeń z butelkami i kilku przysiadów. Choć tak sobie myślę, że największą robotę robi jednak mój codzienny dystans rowerowy :)
    Madzik jestem z Tobą i z każdą kobitką, która budzi się z myślą, by zrobić coś dobrego dla siebie. Sport to jeden z najlepszych prezentów jaki możemy sobie zafundować. Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Magda bardzo motywujacy post:) tez mialam problem ze startem ale teraz kiedy wreszcie mam czas cwicze 5 razy w tyg , wybil juz miesiac. Milo jest spojrzec na siebie w lustrze i widziec efekty , ktore juz sa:) masz racje ze podstawa to dobre obowie, bo jesli masz dyskomfort podczas wykonywanych cwiczen bardzo szybko zaangazowanie spada :) A druga sprawa ze jesli zaczyna nam to sprawiac radosc zaczynamy inwestowac w siebie, w stroj do cwiczen, ksiazki o dobrym stylu zycia :) mysle ze dobrze zdobyc przez takie doswiadczenie ze sportem dobre nawyki. Bo pozzniej przychodzi to juz z latwoscia :) tak ze dolacze do klubu wzajemnej mobilizacji ruchowej :) buzka pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Na razie zaczęłam od przeczytania twojego i poniższego wpisu:)

    http://stylzycia.newsweek.pl/jak-zaczac-biegac-szkolka-biegowa-newsweeka-na-newsweek-pl,artykuly,283436,1.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Madzia, jestes niesamowita, obserwuje Twojego bloga, jakies pol roku temu zazelam cwiczyc i widze, ze sa efekty. Tak samo jak Ty wychodze z zalozenia, ze trzeba robic cos dla siebie. Notoryczne zmeczenie tak jak czlowiek siedzi na kanapie to bardziej zmeczony niz po godzinie fitensu. Trzymam kciuki a Twoja wytwalosc. Jestes super babeczka:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie lubię biegać, wolę ćwiczyć lub szybko chodzić. To co piszesz motywuje:)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja nigdy nie ćwiczyłam, nienawidziłam sportu i niedawno pokochałam fitness, kupiłam karnet i... po 7 dniach mega kontuzja. No, ale teraz chodzę na rehabilitację, to prawie jak fitness...

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniale to wszystko napisałaś. Zgadzam się z tobą w każdym punkcie. Uwielbiam sport, sprawia mi on ogromną radość i chęć do pracy. Bieganie od zeszłego lata na stałe zagościło w rytmie mojego dnia i codziennie chcę więcej :) Wczoraj przebiegłam 8 km :)
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moim najlepszym motywatorem jest aplikacja Endomondo. Wystarczy, że koleżanka przejedzie o kilka km więcej na rowerze i następnego dnia załącza mi się faza pt.: "że co? Że ja nie przejadę więcej"?

    OdpowiedzUsuń