A Ty kim chciałabyś/łabyś być ?

26 komentarzy

W życiu nie zawsze jest tak jakbyśmy sobie tego życzyli.
Czesto jest zupełnie inaczej...
W szkole średniej byłam święcie przekonana, że będę zdawać do PWST w Warszawie na aktorstwo. Stchórzyłam. Wymyśliłam sobie pedagogikę, ale się nie dostałam. Zapisałam się do dziwnej i drogiej szkoły Integracji Europejskiej. Tydzień przed ślubem gdy manicurzystka robiła mi paznokcie przekonała mnie, że o tu za oknem jest Akademia Morska i ona tam chodzi i to taka fajna uczelnia. Tańsza o połowę, to mnie przekonało wraz z argumentem o bliskości zamieszkania ;o) Zanim skończyłam ową Logistykę pracowałam w wielu zawodach. Zaczynałam od najniższego szczebla. Pierwszą pracą była... akwizycja! Praca ciężka, atmosfera fajna, jak i zarobki. Potem był sklep sportowy, telekomunikacja, recepcja w solarium i po tym pierwsza poważna praca asystentki w firmie budowlanej. W następnej kolejności prowadziłam szkołę jezykową, potem byłam kosztorysantką znów w firmie budowlanej, a teraz jestem kierownikiem wydawniczym :o) Pojawiając się w kazdej pracy byłam zupełnie zielona, wszystkiego uczyłam się sama. W jakiś dziwny sposób w potencjalnym pracodawcy wzbudzałam zaufanie i zatrudniał mnie pomimo braku doświdczenia w danej branży. Wszystkie moje zajęcia były przypadkowe. 
A Wy? Jakie są Wasze zawody? I czy chcielibyście pracować gdzie indziej? Gdzie?

26 komentarzy :

  1. Im mam Ciebie bliżej tym mniej zaglądam na bloga a wypadałoby czasem coś skrobnąć, nieprawdaż? ;)
    Świetnie dobrana scena filmu do tematu we wpisie :o)
    Nie wiem czy do końca chciałabym zostać belfrem, bo nie widzę siebie w wieku 60 lat przy tablicy. Lubię bardzo uczyć, gorzej z systemem w szkolnictwie, jakiemu jest ciężko sprostać, by być z siebie zadowolonym. Więc tak, czasem myślę, czy mogłabym robić coś innego a szczególnie w takiej chwili jak wracam umordowana ze szkoły po 8 lekcjach prawie 30 dojrzewającymi osobami w klasie.Po tym jak matka mówi, niech Pani coś z nim zrobi, bo ja już nie mam pomysłu. Matka z jednym nie daje sobie rady a ja mam sobie dać radę z 30-tką i jeszcze czegoś ich nauczyć...tak wtedy chciałabym zmienić branżę, ale z racji, że ma dzieci z którymi nie miałabym co zrobić w ferie i wakacje, muszę pozostać przy swoim, chyba, że kiedyś utworzę własną szkołę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Temat rzeka, szczególnie w przypadku osób, którym plany zweryfikowało życie :)
    Jako 14 letnia dziewczynka wiedziałm, że będę wielkim sportowcem na miarę Agi Radwańskiej :) Trenowałam tenis ziemny i całkiem dobrze mi szło. Wypadek na motocyklu i związane z nim długie leczenie oraz konsekwencje zdrowotne trwające do dziś sprawiły, że musiałam zacząć myśleć inaczej. Kiedy kończyłam liceum marzyłam, aby pójść do szkołykosmetycznej lub do studium pieleęgniarskiego ba położnictwo. Niestety mój stan zdrowia na to nie pozwalał.
    Zdecydowałam się na psychologię, ponieważ uważałam, że pozyskam fach, dzięki któremu będę blisko ludzi i będę im pomagać. Niestety za pierwszym razem zabrakło 3 pkt, a za drugim oblałam egzamin z polskiego (literatura współczesna mnie pogrążyła).
    No i w tym momencie zaczęła się lawina nietrafnych decyzji zawodowo-uczelnianych. I choć pierwsza szkoła pomaturalna otworzyła mi oczy na świat, pozwoliła zrobić certyfikat z angielskiego i dała pierwszą pracę to fakt, ze nie będę robić tego co chciałam nieco mnie dołował.
    Po szkole pomaturalnej pojawiły się studia. Zarządzanie. Kompletnie tego nie czułam. Potem pojawiły się dzieci i brak pracy i jakichkolwiek perspektyw na jej posiadanie (samotne matki naprawdę mają nieciekawie w tej materii).
    A kiedy są dzieci to wszystko się zmienia - plany, marzenia... Zaczynamy myśleć dla dzieci, być dla nich, dla nich pracować.
    I tak mijały lata. Skończyłam studia podyplonowe - rachunkowość i obecnie jestem księgową. Pracuję, aby przeżyć i aby moje dzieci miały wszystko to na co zasługują. Różnie z tym bywa, ale staram się mocno :)
    I ciągle mam nadzieję, że kiedyś się odważę pierdol.... wszystko i zacząć coś swojego, coś co lubię robić na codzień, coś co będzie mnie cieszyć, coś z pasją :) Albo coś u kogoś, ale coś co będzie dawało mi satysfakcję (pieniężną również), coś dzięki czemu będę się uśmiechać na samą myśl wyjścia do pracy.
    Uwielbiam wszystko co związane z wizażem, urodą, pielęgnacją duszy i ciała...
    A póki co Boże daj siłę, abym polubiła to co robię i abym nie bała się że nie starczy do pierwszego ;)
    Buziak Moaa :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałabym żyć generalnie mówiąc z pisania - blogowanie jest fajną opcją, tłumaczenia, pisanie własnej literatury. No cóż, zawody zawodne, że tak powiem, ale te byłyby fajne jako połączenie zarobku z pasją. Studiuję filologię angielską i jestem smutną, spłukaną reprezentantką klasy "bezroboczej". Zapowiada się na nauczycielswo, ciekawe co z tego wyjdzie ;o)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja w liceum marzyłam o dziennikarstwie :)
    Wylądowałam w pracowni architektury - nie pracuję w zawodzie zgodnym z ukończonymi studiami. A najbardziej chciałabym móc żyć z fotografii...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też ciągle DOJRZEWAM :) Szkoda, że nie miałam dzisiejszego rozumu i doświadczenia w czasach szkoły średniej - postąpiłabym zupełnie inaczej i z pewnością dzisiaj praca byłaby przynajmniej tym co sprawia mi przyjemność, bo teraz róznie to bywa. Jednak nie GDYBAM tylko myślę jakby to zmienić. Moje pierwsza poważna praca to również branża budowlana ;) w której tkwię do dzisiaj - stanowczo za dłuuuugo ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja podobnie imałam się różnych zajęć :) Obecnie nie mogę narzekać na moją prace ale nie jest to spełnienie moich marzeń ... tyle że poza strachem przed ryzykiem/porazką niestety nie bardzo wiem co dałoby mi pełnie szczęścia ...Podobnie jak Ty dużo rzeczy lubię robić itd ale czy to jest to? nie wiem i to mnie denerwuje to że nie wiem ....

    OdpowiedzUsuń
  7. A widzisz - tego nei wiedziałam o Tobie! Ja pracować zaczęłam jeszcze na studiach...Studiowałam Organizację Reklamy i Promocji i później Informację Naukową - wszystko po to, aby póxniej pracowac w radiu czy tv od strony bardziej technicznej, tekstowej...ale jak to zazwyczaj bywa - na ostatnim roku wycofali tą specjalizację...mimo, że studia były dzienne pracowałam (do tej pory nie wiem jak to wszystko godziłam, ale jak się chce to się da!) w McDonalds, Inglocie, Trollu, na kasie w kilku sklepach, jako hostessa...po obronie pojechalismy z miśkiem do Londynu - z założeniem, że jesli on po wakacjach nie dostanie się na studia to zostajemy tam na dłużej...na szczęście się dostał więc wróciliśmy po 3 msc...obecną pracę nawet nei marzyłam, że dostanę...cv wysłałam jeszcze z Londynu z nadzieją, że być może się uda...bo praca w liniach lotniczych wydawała mi się dość odległa...miesiąc chodziłam na różne rozmowy, spotkania...aż nagle zadzwonił telefon...nie wiem jak przeszłam 4 etapy rekrutacji (w tym testy matematyczne, gdzie z matematyką mialam do czynienia w liceum)...i tak od 5 lat pracuję w Lufthansie :) dodatkowo kocham pisać i niezmiernie się cieszę, że mogę to również robić zawodowo...choć w mniejszym stopniu, bo jako freelancer copywriter: dostaję różne zlecenia na artykuły, eseje...i kiedyś wiem, że będziemy mieli z miśkiem swoją firmę, która połączy właśnie te moje pasje z jego programowaniem...już nawet są podjęte pewne kroki :) nie odkładam marzeń na potem - szkoda czasu!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale fajny temat rzuciłaś:)
    obecna praca mnie satysfakcjonuje w zasadzi, nawet zamierzam dalesze studiowanie podjać w tym kierunku, ale ciągle po głowie mi chodzi coś, co bardzo chciałabym robić ale nie wyobrażam sobie, zeby z tego wyżyc, ale być może po prostu w siebie nie wierze, ale kto wie, moze kiedys...
    W szkole marzyłam o byciu nauczycielem, później na szczescie mi przeszło, ale w moim miasteczku wybór szkoły średniej czyli zawodu był mocno ograniczony wiec z wykształcenia jestem odzieżownikiem, troche nawet pracowałam ( kilka lat) w zawodzie-jako szwaczka, krawcowa i projektant w różnych firmach, nawet mam epizod ze swoja dziłalnością, w miedzyczasie skończyłam informatykę, zdawałam na ASP, pracowałam jako handlowiec, projektant wnętrz i mebli, tu w miedzy czasie skończyłam studia (wiesz jakie), a teraz i praca i studia pewnie pójdą w kierunku ochrony środowiska...

    OdpowiedzUsuń
  9. Będąc w liceum marzyłam o byciu lekarzem lub weterynarzem. Pochłaniało mnie to bez reszty. Z weterynarii wyleczyłam się bardzo szybko- po pierwszej, wolontariackiej wizycie w schronisku. Zwierzę uśpiłabym tylko wtedy, gdybym nie mogłabym mu pomóc. Gdyby bardzo cierpiało. Życie pokazało, że w Polsce usypia się zwierzęta, bo nie ma za co ich utrzymać. Bo ludzka głupota i beztroska jest olbrzymia i, niestety bezkarna...
    W przypadku medycyny dwukrotnie pogrążyła mnie fizyka. Koniec. Kropka.
    Na studia poszłam z przypadku. Wtedy myślałam, że skoro nie mogę robić tego, co chcę, to po prostu zrobię magistra. I tak miałam kształtować krajobraz. Pracy nie było, więc pracowałam w handlu. Później skończyłam Architekturę krajobrazu. Projektowałam ogrody i pracowałam jako nauczyciel przedmiotów zawodowych. Kochałam ta pracę, niestety względy osobiste zadecydowały o zmianie miejsca zamieszkania. W Stanach imałam się różnych zajęć i tak naprawdę wszystkich szczerze nie znosiłam.
    Obecnie, jak wiecie, rozpoczęłam studia z zakresu audytu, a pracuję przy projektach unijnych. Czy lubię swoja pracę? Hmm, staram się, chociaż wiem, że jedynie w dwóch zawodach mogłabym się zakochać. Lekarzem już nie zostanę. A szkoła? Pracuję nad tym... :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja od początku pracuję w szkolnictwie i od jakiegoś czasu myślę intensywnie nad zmianą. Wiem, że jeśli z tego się nie wyrwę, to moja psychika na tym mocno ucierpi. Mam ten komfort, że mogę uczyć trzech różnych przedmiotów i na chwilę obecną uczę tego najprzyjemniejszego, a i tak jest ciężko. Kiedy widzę, jak mało jest wśród uczniów osób, którym się chce cokolwiek robić, to myślę, że to mi bardziej zależy niż im. Można całą godzinę nawijać, kilka lekcji pod rząd utrwalać te same treści, a i tak znajdują się tacy, którzy nic z tego nie wynoszą. Do tego dochodzą nerwy związane z zaprowadzaniem porządku podczas zajęć przy jednoczesnym kontrolowaniu poczynań delikwentów przy tablicy i do domu przychodzę tak zmęczona, jakbym co najmniej kilka rowów wykopała. Rady pedagogiczne też do przyjemności nie należą, wszelkie szkolenia do podnoszenia kwalifikacji również. A najśmieszniejsze jest to, że wszystkim się wydaje, że nauczyciel ma tak dobrze. Owszem, mnóstwo wolnego, niecały tysiak na koncie i masa nerwów, których nic nie wynagrodzi. Dlatego myślę intensywnie o wymiksowaniu się z branży.

    OdpowiedzUsuń
  11. oj rzeczywiście temat rzeka, zwłaszcza w ostatnich czasach kiedy rzucam moją pracę mniej-więcej co drugi dzień ;) też bym chciała żyć z blogowania, ale na razie widoków na to nie mam, więc mam jeszcze szanse na pozycję office bitch w firmie mojego męża ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Temat u mnie jak najbardziej na czasie... Co prawda dopiero rok temu skończyłam studia, powiedzmy, że w miarę trafione, ale mam za sobą już pracę w 4 miejscach. Studiowałam dziennie i pracowałam. 2 miejsca były trafione, 2 absolutnie nie. Te trafione to były co prawda ogromne korporacje, ale dla mnie bardzo inspirujące - miałam szczęście do ludzi, którzy wymagali, ale i wiele mnie nauczyli. Czas moich studiów przepełniony był wszechobecnymi informacjami typu: uzupełnianie CV, doświadczenie, myślenie o przyszłości itd. Poskutkowało to tym, że w wieku 25 lat poczułam się lekko... wypalona - jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. Od stycznia pracuję w zupełnie innym świecie i trybie. Pewnie wiele osób na moim miejscu byłoby przeszczęśliwych. Ale nie ja. Ciągle się mierzę z niespełnionymi ambicjami, niesprecyzowanymi planami. Po prostu w którymś momencie się pogubiłam. Niby kierunek mam ciągle ten sam, bez wielkich odchyleń, niby i wykształcenie i doświadczenie i dokształcanie trzymają się kupy, ale w tym wszystkim jakoś coraz mniej mnie. W każdym razie jestem dobrej myśli, że uda mi się to małymi krokami poukładać :-) I chciałabym jeszcze dodać, że zarówno Twój post, jak i przeczytane komentarze są dla mnie wielkim wsparciem. Miło wiedzieć, że nie tylko ja mam takie "zawodowe" wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  13. W latach szczenięcych chciałam być nauczycielem klas 1-3, a to dla tego, że bardzo lubiłam pisać po tablicy (nadal lubię). Nawet zbierałam sobie materiały, kolekcjonowałam różne zdjęcia, rysunki, bo wszystko mogło się w przyszłości przydać. Notorycznie pisałam kredą po drzwiach szafy, a za ten biały, kredowy nalot dostawałam burę od mamy:)
    W liceum wiedziałam, że będę startować na prawo, choć nie chciałam być adwokatem czy sędzią. Gdy nie dostałam się na wymarzoną uczelnię, powinnam posłuchać mamy i pójść na inną. Pewnie dziś byłabym wykładowcą (też nauczycielem:)). Nie posłuchałam, teraz żałuję.
    Pracowałam w różnych miejscach, ale najlepiej wspominam pracę w księgarni.
    Gdzie pracuję teraz, dobrze wiesz:)
    Dodam tylko, że tata chciał żebym została dentystą, jeden wyrwany ząb i kasa w kieszeni. Nie chciałam go nawet słuchać, grzebanie w cudzych gębach nie wchodziło w grę:)

    OdpowiedzUsuń
  14. a ja zawsze chciałam być prawnikiem.. nie dostałam sie i poszłam na turystyke :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Trafiłaś idealnie z tym tematem:)
    Ostatnio zastanawiam się intensywnie, co dalej zawodowo i... cóż.
    Po maturze chciałam zdawać na psychologię, architekturę i... polonistykę. Egzamin wstępny na architekturę zawaliłam, na psychologię nie zdawałam, za to na pedagogikę i polonistykę. Została polonistyka, z myślą, że bardzo chcę pisać, a jeśli tak to chciałabym nieco więcej o naszym języki i o literaturze wiedzieć. Rok temu skończyłam studia, obroniłam się kilka miesięcy temu.
    Trochę mi dziwnie z tym, że nie zadbałam o swoją przyszłość w czasie studiów, ale pracowałam tylko dorywczo w hurtowniach farmaceutycznych, kawiarniach i pizzeriach. Po praktykach w pewnym portalu przez jakiś czas pisałam teksty na zlecenie. W tej chwili pracuję w KFC, finansowo się nieco ogarniam i mocno myślę co dalej.
    Z pisaniem książek różnie... choć mocno mnie to ciągnie. Zastanawiam się ostatnio nad pójściem w stronę PRu, tym bardziej, że mój wolontariat ostatnio zaczyna mi umożliwiać zdobycie doświadczenia w tym temacie.
    Chwilami mnie to wszystko przeraża i tak fajnie się poczułam, kiedy zobaczyłam, że nie tylko ja tak się czuję.
    Bo wiesz, ja ostatnio mam wrażenie, jakbym dopiero teraz dojrzewała do jakichś sesnowniejszych, mądrzejszych decyzji, jakby skończenie 25ciu lat sprawiło, że zaczynam nieco inaczej myśleć.
    Może to dobrze, że po pierwsze nie mam dzieci a po drugie jestem sama...Wolałabym się najpierw nieco poukładać :)

    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  16. ja od dziecka chciałam być lekarzem. Zostałam technologiem chemicznym. Pracowałam jako kadrowa-księgowa w jednym. A wszyscy mi mówią, że powinnam z dziećmi pracować (żłobek/przedszkole) :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Ojej, kiedy to wszystko przeczytasz? chyba, że pani kierowniczka ma czas zawsze ;)
    Ja miałam być architektem, ale życie potoczyło się trochę inaczej. Chyba to jeszcze nie koniec moich wyborów zawodowych...

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja pracuję dla pasji, nie dla pieniędzy. Też mam pomysł na biznes, ale potrzeuję 1,5 mln...... Zarabiam za dużo, żeby to rzucić, a za mało, żeby godnie żyć.... I w dodatku boję się ryzyka i stawiania wszystkiego na jedną kartę!

    OdpowiedzUsuń
  19. ja kochałam swoja ostatnia pracę...i co z tego teraz pracuję w domu przy dzieciach :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Jako dziecko chciałam być projektantką mody. Nieco później przekształciłam to na projektantkę wnętrz. Plany zniweczyli mi rodzice nie chcąc mnie puścić do szkoły z internatem. Nie wiem czy mam im to za złe ... Wybrałam dziennikarstwo i choć nie widzę siebie w tym zawodzie, to nigdy nie żałowałam swojej decyzji. Od zawsze marzyłam żeby pisać ... Może kiedyś się uda. A to co aktualnie robię, nijak ma się do tego, co chciałabym robić. Buuuu... :/

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja tam zawsze chciałam robić to, co robię. I pracy swojej nie zamieniłabym na inną ;) Daje mi satysfakcję i możliwości rozwoju, ciągły kontakt z ludźmi itp. Każdemu życzę takiej pracy.

    OdpowiedzUsuń
  22. W zerówce chciałam sprzedawać w sklepie ;-)

    W podstawówce nie miałam na siebie żadnego pomysłu.

    W liceum marzyło mi się dziennikarstwo ale po maturze chciałam zdawać na AWF, ewentualnie filologię angielską.

    Okazjonalnie zdałam na prawo a po jego skończeniu równie okazjonalnie zrobiłam aplikację prokuratorską, na której najbardziej pociągała mnie psychiatria i psychologia oraz medycyna sądowa. Nie pozostałam jednak w zawodzie czarnej togi z czerwonym żabotem ;) - czego zresztą nigdy nie żałowałam.

    Pracuję sobie od kilku lat w dziale prawnym sporej firmy, gdzie z prawem karnym mam niewiele wspólnego. Nie pasjonuję się swoją pracą, ale na tyle do niej przywykłam, że traktuję ją jak dobrego, zaufanego kumpla.

    Nie wiem, czy to praca na zawsze. Wygodnictwo i bezpieczeństwo etatu póki co trzyma mnie przy niej, ale jestem nią już czasami znudzona...

    Chciałabym czasem rzucić to wszystko i wyjechać z mężem do Indii. I pisać o nich z punktu widzenia własnych oczu ;).

    OdpowiedzUsuń
  23. Ale temat zapodałaś... trochę o tym myślałam..
    Jak pewnie już wiesz, średnio jestem zadowolona z obecnej pracy na etacie (stanowisko coś jakby BHP-owiec plus wiele innych), ale chyba najgorsze jest to, że ja nadal szukam, nadal nie wiem, co chciałabym robić, bo może gdybym wiedziała, to coś bym zrobiła... Na tą chwilę to najbardziej chciałabym żyć z fotografii, niestety przede mną jeszcze długa droga.
    Kiedyś bardzo chciałam zostać prawnikiem albo aktorką. Prawo mi przeszło a myśli o aktorstwie niestety zupełnie porzuciłam. POtem chciałam być dziennikarką, zdawałam na politologię (żeby później wybrać specjalizację dziennikarstwo) ale zabrakło mi kilku punktów. Nie odwołałam się, bo wyjechałam w tym czasie na wakacje. A dostałam się na zarządzanie...
    Pracowałam już w wielu miejscach, bo zaczęłam jeszcze na studiach. A co będzie dalej... hmmm... myślę... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  24. ojej, ja to chyba już w tylu zawodach pracowałam, że lista byłaby aż nudna;) W budowlance również;p
    odkąd mam młodsze dzieci, pracuję u siebie. Własny biznesik nawet ten najmniejszy cenię bardziej niż pracę dla kogoś.
    Buziaki zimowe:/

    OdpowiedzUsuń
  25. Temat rezka to i ja się przyłącze, bo w tym roku jestem w rozterce. Pracowałam w wydawnictwie, księgarni internetowej, w sprzedaży, teraz przy projektach unijnych. Marzy mi się własny biznes, ale jaki to jeszcze dokładnie nie wiem. A może jakieś studia podyplomowe...właśnie, jestem niezdecydowana i zazdroszczę ludziom, którzy pracują z pasją i mogą szczerze napisać, lubię to co robię, lubię swoją pracę.

    OdpowiedzUsuń
  26. Moaa kiedy Ty to wszystko zdążyłaś zaliczyć!? Wyglądasz na 20 lat a tyle doświadczenia zawodowego masz za sobą ;)
    Ja jakoś ostatnio męczę się w pracy :( głównie przez atmosferę tam panującą- czyli 'kochane panie' a la ryczące 50 które uwielbiają psuć innym humor i za cel swojej pray stawiają pokazanie, że inni się do niczego nie nadają:/

    Na I roku studiów pilnowałam dziecka. Byłam bardzo zadowolona, choć dostawałam 'psie pieniądze'..bo aż całe 400 zł za miesiąc. Ale praca ta dawała mi statysfakcję...i takie jakieś wewnętrzne poczucie spełnienia :) Do tej pory jak widzę tą Dziewczynkę na ulicy to w sercu czuję taką dziką radość i dumę!
    Następnie dostałam staż w OHP- pracowałam jako pośrednik pracy w Młodzieżowym Biurze Pracy. Było bardzo fajnie- poznawałam nowych ludzi, pracodawców, rozwijałam się. Ale jak to w państwówce nie było szans na etat- chodz Pani Władza bardzo się starała mi go znaleść. W trakcie stażu dostaliśmy zlecenie do znalezienie osoby do sekretariatu w pogotowiu ratunkowym. Koleżanka zmotywowała mnie, żebym spróbowała. Poszłam. Przeszłam 2 rozmowy kwalifikacyjne po czym dostałam pracę. Była to dla mnie zupełnie inna bajka. Wszystko, nowe, dziwne i takie...zimne, jak te mury, w których mieści się siedziba firmy. Po 4 latach dostałam awans na inspektora ds. organizacji i kontroli. Nie wiem czy się z niego cieszę, bo niby zarobki mam większe, ale...siedzę nad papierami (KRS, rejest wojweody, sprawy prawne zakładu itp. itd.) a ja uwielbiam kontakt z ludzmi! W sekretariacie idealnie sobie radziłam- nawet z psychicznie chorymi lidzmi potrafiłam się 'dogadać'. Lubiłam taką pracę 'w biegu', a teraz siedzenie, komputer, dokumenty ehh to nie jest to o czym marzyłam. Ale z drugiej strony to dla mnie szansa na rozwinięcie swoich umiejętności i poznanie tego 'środowiska'. Obecna praca dała mi jedno- najlepszą przyjaciółkę!
    Nie wiem co chciałabym robić...ale chyba coś co pozwoliłoby mi pracować z ludzmi...albo z dziećmi :) może kiedyś..

    OdpowiedzUsuń