Lojalność



I nowa książka, którą jestem zafascynowana! "Dom sióstr" skończyłam przedwczoraj. Bardzo mi się podobała, ale była dla mnie dość specyficzna. Nie umiem tego określić. Czytałam ja stojąc z boku. Z boku patrzyłam na ścieranie się i trudne relacje kobiece. Nie umiałam utożsamić się z żadna bohaterką.

Subskrybuj:
Komentarze do posta
(
Atom
)

ostatnio też często się zastanawiam , komu tak naprawdę mogę ufać i czy moi ,,przyjaciele" naprawdę nimi są
OdpowiedzUsuńCiężki temat, ostatnio dochodzę do wniosku, że jednak powinno się liczyć przede wszystkim na siebie, bo to jednak my sami jesteśmy sobie w stanie najwięcej pomóc. Ale dobrze jest mieć osobę, której jest się pewnym i nie zawiedzie w najcięższych chwilach.
OdpowiedzUsuńKsiążki nie czytałam, ale zaintrygowałaś mnie nią:)
Sami się rodzimy, sami umieramy... Dużo prawdy w tym jest...
UsuńNie.
UsuńNie rodzimy sie z nikad lecz przychodzimy na swiat z lona matki i rodzice zaraz nas biora w ramiona.
A umierajacego zazwyczaj ktos trzyma za reke.
W miedzyczasie kochamy i przyjaznimy sie.
Samemu to sobie czlowiek ani ze smutkiem nie radzi ani cieszyc sie nie potrafi.
Moja lojalność przez lata zmierzała ku temu, że stawiałam przyjaciół wyżej nad sobą. Może nie na codzień, ale gdy komuś trzeba było pomóc to rzucałam wszystko i leciałam choćby na koniec miasta by przygasić sytuację alarmową.
OdpowiedzUsuńja doszłam do wniosku że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie :) i tak naprawdę wtedy dowiadujemy się kto nim tak naprawdę jest :)
OdpowiedzUsuńHmmm... ostatnio trochę moje przyjaźnie nabrały nowego wymiaru i znalazła się w nich osoba, która straciła statut przyjaciela na rzecz zwykłego znajomego. Nie miejsce tu na opowiadanie szczegółów ale mówiąc krótko coś się skończyło. Lojalności - kilkakrotnie miałam okazję odczuć jej siłę. Wystarczy dwie osoby po tej samej stronie aby stworzyć mur ciężki do pokonania. Odpowiedź jest więc prosta: tak, lojalność jest bardzo ważna w relacjach i staram się być lojalna wobec osób mi bliskich.
OdpowiedzUsuńTrue!
UsuńTemat przeze mnie wertowany często. To zawsze ja byłam tą lwicą, która wszystkim matkowała, pomagała i na którą można było liczyć. Jednak życie i liczne doświadczenia zweryfikowały moją postawę. Uważałam i zawsze będę tak uważała, że jeżeli nie przeciwstawiasz się złu, to dajesz na nie ciche przyzwolenie. W dupie mam dobre stosunki z tymi, którzy nie są ich warci.
OdpowiedzUsuń:***
Usuńjestem lojalna jeżeli i ktoś jest dla mnie lojalny :) wiesz z tą lwicą...."dobrymi chęciami piekło wybrukowane"...trzeba wiedzieć kiedy sie wtrącać a kiedy nie nie każdy tego zawsze chce :)
OdpowiedzUsuńa ja dom sióstr kupiłam jakoś spontanicznie z pół roku temu i nie miałam czasu przeczytać, muszę w takim razie odkopać i sięgnąć:)
OdpowiedzUsuńKoniecznie :)
UsuńKomu dobrze, to w upał piwko popija :)
OdpowiedzUsuńOj długo Ty sobie piwka nie wypijesz :)))
UsuńPrawdę rzeczesz, ale tak jak ktoś już wyżej napisał - życie często weryfikuje nasze ideały. Dobre chęci bywają rozumiane na opak, wtrącania nikt sobie nie życzy, za szczere opinie zbieramy cięgi itd. Sama próbuję wierzyć w słuszność bycia lwicą, ale coraz częściej widzę, że muszę to ograniczać wyłącznie do swojego podwórka.
OdpowiedzUsuńBardzo lubię Twoje komentarze! Zawsze są bardzo mądre i rzeczowe!
UsuńWedług mnie osoby, które twierdzą, że nie chcą, aby się "do nich wtrącać" to osoby, które w sytuacji kryzysowej nie udzielą Ci pomocy czy wsparcia. Korzystają z wymówki "ja się nie wtrącam, bo nie chcę, aby mi się ktoś wtrącał". Potem to jednak wygląda na ogół tak, że chcą, aby ktoś stanął po ich stronie w trudnej dla nich sytuacji. Każdy chce mieć wsparcie.
szczerze ja nie lubię jak ktoś się wtrąca....a sama jak trzeba to pomagam a przede wszystkim jak widzę, że ktoś chce tej pomocy ode mnie, bo może i każdy chce wsparcia ale nie od każdego....
UsuńNa pewno tak. Dlatego pisałam o bliskich czyli o tych, którzy tego wsparcia poprzez status bliskiego mogą potrzebować. Nikt nie lubi jak mu sie ktoś na siłę wtrąca. Ale gorzej jeżeli ktoś oczekuje pomocy, a ktoś poprzez wymówkę o której najpisałam wyżej jej nie udziela, a chce się nazywać naszym przyjacielem.
UsuńCzytając Was odczuwam idealnie takie same potrzeby jak MamaMa. I coś jeszcze. Moje doświadczenia pokazują, że często możemy kogoś skrzywdzić swoją walką, bo nie znamy środka myśli atakowanego przez nas. Czasem pozory mylą, coś oceniamy tylko przez pryzmat naszych myśli i okazuje się, że nasza walka jest pomyłką. Oczywiście nie mówię o skrajnościach- krzywdzie fizycznej na moich oczach mówię nie. Ale cała reszta jest zawsze względna:). I sama nie lubię jak inni wtrącają się czasem zupełnie niepotrzebnie w moje życie.
UsuńTrudny temat, w ktorym niewidoczne sa granice miedzy tym kiedy sie jeszcze pomaga serdecznie doradzajac a tym gdy juz sie kogos uraza wtracajac sie.
OdpowiedzUsuńJa pytam "chcesz znac moje zdanie?", "powiedziec Ci szczerze?" - dotychczas slysze "oczywiscie, od Ciebie zawsze", mysle ze to kwestia takiej bliskosci miedzy mna a dana osoba, w ktorej dla slowa "wtracanie sie" po prostu nie ma miejsca.
Sama docenialabym, doceniam jak ktos otwiera mi oczy i jesli widze potrzebe staram sie robic to samo. Dotychczas udawalo mi sie zaspokoic potrzebe wsparcia w bliskich mi osobach i nigdy nie czulam sie osamotniona.
Szczerosc, to klucz do satysfakcjonujacych relacji - rzecz banalna, ale jakze trudna do odnalezienia ...
Widać dane mi na tym blogu poruszanie trudnych tematów :)
UsuńJa nie pisze Linuś o wtrącanie się w emocje czy przemyślenia czyjeś, ale bardziej o sytuacje w których wymagane jest działanie. Przykład. Mąż bije żonę-Twoją przyjaciółkę. Ona jest współuzależniona i nie potrafi od niego odejść. On ją uderzy w Twojej obecności, albo przyjdzie do Ciebie w środku nocy pobita. Nie zareagujesz? Ja tak. Mimo, ze ona mu wybaczy i potem przez jakiś czas znów może będzie dobrze. To jest to o czym pisze Żółwinka - ciche przywolenie. Nie reaguję na zło - akceptuję je. Ja zawsze reaguję. Obserwuję sytuacje, gdzie ludzie nie reagują i zachowują się jakby nigdy nic się nie stało tłumacząc się samym przed sobą "bo potem ja wyjdę na złego". No jak na złego? Ale do tego trzeba mieć własny kręgosłup i być pewnym własnych poglądów.
A w takich to radykalnych sprawach, to mam podobne stanowisko do Twojego.
UsuńTzn. mysle ze mam, bo nigdy nie znalazlam sie w tego typu sytuacji.
Ale nie wyobrazam sobie wiedziec, obserwowas cos takiego i NIC NIE ROBIC, tak nie mozna, NALEZY REAGOWAC, niewazne na kogo i w czyich oczach sie wyjdzie, nalezy postapic sluszenie, wg. mnie jak najbardziej sluszna jest wtedy stanowocza interwencja.
Chocby nie wiem jak trudne, zmudne i bolesne bylo odciaganie przyjaciolki od takigo boksera, trzeba to robic tak dlugo, az wreszczie na dobre odjedzie, zadba o siebie, chocby i wracala setny raz, trzeba interweniowac sto pierwszy.
Nikt nie ma prawa do nieludzkiego traktowania ludzi.
A ci ktorzy padaja ofiara takiego traktowania, potrzebuja POTRZEBUJA silnej pomocnej dloni, ktora ich z niego wyciagnie. Chwala tym, ktorzy te dlon podaja.
Bez wątpliwości lojalność jest bardzo ważna. Relacje bez lojalności nie są pełnowartościowe. Każdemu z nas chce się wierzyć, że bliska osoba zawsze stanie po naszej stronie. Nawet jeżeli tak do końca nie mamy racji - przed światem stanie po naszej stronie, a później sam na sam może powiedzieć: wiesz, nie do końca z Tobą się zgadzam ;-)
OdpowiedzUsuńA tak bez tematu - bardzo fajny blog :-) Zapraszam na www.nospinster.com - o relacjach damsko-męskich :-)
Amen!!!
Usuńuwielbiam czechy oczyma szczygła!:)
OdpowiedzUsuńlojalność i szczerość. czasem jedno wyklucza drugie.
wpadłam tu przypadkiem a spędziłam tu całą wieczność,cudowne zdjęcia, jakim aparatem robisz zdjęcia
OdpowiedzUsuńZapraszam: fashiondemi114.blogspot.com
Mysle, ze trzeba sie "wtracac", to nic, ze czasami sie oberwie... Stojac z boku, majac to wszystko gdzies, jak mozemy sami siebie lubic, doceniac? Chodzi o to, zeby nam bylo dobrze ze soba samym, i to odbicie w lustrze...zeby bylo nasze... pozdrawiam (P.S. przez przypadek-ale ciesze sie, ze tu trafilam:)
OdpowiedzUsuńSelekcjonuję. Niestety życie mnie tego nauczyło.
OdpowiedzUsuńA niejednokrotnie dostaję po dupie, tyle.
Właśnie to "nie chcę się wtrącać" jest najgorsze! O ile dotyczy tylko znajomych, kolegów czy koleżanek - sama wolę się nie wtrącać i jeśli ktoś faktycznie nie zwierza się, nie prosi o pomoc, raczej stoję z boku. Nie chcę nikogo urazić. Ale jeśli chodzi o rodzinę... tutaj nie ma " nie chce się wtrącać...". Zaufanie jest filarem wszystkich relacji.
OdpowiedzUsuń